Archiwum 13 stycznia 2011


...
Autor: kumcia
13 stycznia 2011, 13:47

Zbieram się do napisania notki od kilku dni..tak jak do wydepilowanie nóg. Chce i nie chce. W końcu wychodzi na tak.

Może zacznę od pozytywno-neutralnych rzeczy:
- Doszło do skutku spotkanie mające na celu wynagrodzić A. nieobecność pewnych osób na jej urodzinach. Zakończyłam je spiąc  u Rrr. w toalecie. Hmm..chyba to takie życiowe.Podsumuje starym tekstem, który nie wychodzi nigdy z użytku "nawet najlepszym się zdarza". O dziwo nie było mi głupio, ani nie posiadałam wyrzutów sumienia jak to zwykle miewam. Może dlatego,iż inne zmartwienie miałam na głowie.

- Było i przedświąteczne spotkanie z K. Które skończyło się dreptaniem po moim mieście o 2 w nocy, zimniej nocy. K. zachciała sobie przypomnieć jak to kiedyś było. Nie będzie nigdy tak jak kiedyś. Jest żoną i matką. Szczególnie to drugie obliguje ją do racjonalszego zachowania. Ja wiem,wiem..rozumiem. Ale to skomplikowane. Można,ale z mniejszym rozmachem. Spokojniej. W trakcie chciała się nas pozbyć widząc nasze zniechęcenie lekki do przesiadywania długonocnego w barze. Aczkolwiek wydaje mi się,że kierowały nią jeszcze inne pobudki.. I by było " głupot narobiłem jeszcze więcej". Z A. włączyłyśmy tryb "opiekuńczy"-lekkie nianki. Ale musi bywać i tak :) Ogólne wrażenia : miło. Mam nadzieje,że sporadycznie, ale tak będzie.

- Noc sylwetrowa- domówkowo&pałacowo. Pozytywny.Udany.Wesoły Sylwester.

- Babski wieczór u A.- jestem za. Do białego rana.

A teraz przejdę do negtywnych wydarzeń:
Heh.
..bo nie należy pisać,że jest tak jak powinno być, bo zaraz wszystko się zmienia. Ale chyba tak naprawdę od tego to nie jest uzależnione. Mój związek z panem A. zrobił obrót o 180..tak znienacka, niespodziewanie. A było tak dobrze. Jeden wieczór, jedna chwila,pan A. pod wpływem alko, ja nie mająca zasięgu, pan A. trujący dupe, ja go spławiająca-bo ileż można, pan A. nie kontrolujący swoich emocji, ja dostająca wiadomośc, której w zyciu nie powinnam dostać- jednozdaniowa wulgarna. Nie wyzywająca mnie..aczkolwiek dotyczaca mnie..o ojejku nie ma wytłumaczenia, nie powinien, pod żadnym pozorem. Od rana przeprosiny, przyjazd, kwiatek i ciag dlaszy przeprosin. I ja jak zwykle nie wiedząca co zrobić, ciapa. Najlepiej,żeby ktoś za mnie podjął decyzje...Pan A. powiedział,że jeżeli chcę,żeby odszedł odejdzie...Ale nie potrafiłam podjąć żadnej decyzji i stanęlo na tym,że wybaczyłam. Przy okazji robiąc z siebie kretynke..gdyż wszyscy wokół o tym wiedzieli, nawet moja Rodzicielka sie dowiedziała za sprawą moich kochanych braci. Heh.
Kilka dni minęło za nim wróciliśmy do normy. I co?? tak, tak znowu za jakiś czas wszystko legło w gruzach. Zastanawiałam się czy pisać o tym czy nie.. tak konkretnie..ale a co tam. Pewnego wieczoru panu A. jakiś nieznany numer puszczał sygały, w jego przypadku to dość częste zjawisko,ale tym razem włączyła mi sie kobieca intuicja. Zapytałam go czyj to numer. Powiedział,że nie wiem i czy ma zadzwonić..Przytaknęłam. Okazało się,że to była pewna dziewczyna..po usłyszeniu imienia i skąd jest od razu się rozłączył. Na początku twierdził,że nie zna. Ale dla mnie było oczywiste,że jakby nie znał to by tak szybko się nie rozłaczył. Nie musiałam mu dziury w brzuchu wiercić zbyt długo. Twierdzi,że kiedyś z sobą bajerowali i jedynie do czego miedzy nimi doszło to "pierwsza baza" i to się działo kiedy nie byliśmy razem.

Hmmmm....no dobra. Aczkolwiek jak z panem A. znowu postanowiliśmy być razem. To on nalegał,abyśmy wszystko sobie opowiedzi co się działo podczas naszej rozłąki, ponieważ nie chciałby dowiedzieć się od kogoś innego. Byłam przeciwna na początku,że to bezsens, ale sie zgodziłam. A teraz wychodzi,że albo to przedemną zataił, albo mnie zdradził. A teraz skąd ja mogę wiedzieć jak jest?? Ja wiem zaufanie i itd i itp. Ale nie przesadzajmy. Potem okarze się frajerką, która bezgranicznie ufała,a facet robił co chciała. W dodatku sporo osób o tym wiedziało, a nikt nie powiedział. Znam osobiście kilka takich przypadków. Pan A. twierdzi,że o niej zapomniał,że to było na imprezie i bla bla. Ale jak zadzwoniła to nie miał wątpliwości, żadnych. I niby po 2 latach sobie od tak o nim przypomniała?? no nie, widział ją przypadkiem na festynie, z którego ja pojechałam pogniewana...ale to znowu po 5 miesiącach sobie od tak przypomniała??

Z racji,że w naszym związku wiele rzeczy się działo...i to wiele na niekorzyść pana A. i w dotatku z jego winny. To ja  mu nie potrafię od tak uwierzyć. Ale on znowu nie ma jak mi tego udowodnić...

Powiedziałam mu,że mam dość. Że potrzebuje spokoju, a tu zawsze coś.
Nieodzywamy się do siebie.
A tak naprawdę to ja nie wiem co mam zrobić.
Czasami sama siebie za to nie znoszę.
A jeszcze 2 dni wczesniej przed tym wydarzeniem mówiłam do dziewczyn,że nie wydajemi mi się,że pan A.,byłby w stanie mnie zdradzić.A teraz nie wiem